niedziela, 27 sierpnia 2017

You are blind!

Siedziała nad brzegiem jeziora. Słońce zaszło już jakiś czas temu, a jedynym źródłem światła był rozświetlony zamek i koniec jej różdżki.

Chociaż tego zdążyłam się nauczyć… - pomyślała z goryczą.

Nie wyobrażała sobie, że jutro tak po prostu pójdzie do niego na zajęcia, tak jak gdyby nic się nie stało. Nie była taka jak on. Nie potrafiła robić dobrej miny do złej gry. Nie powinna się dziwić, taka była jego praca.

Niechętnie jednak przyznała mu rację. Co ona sobie właściwie wyobrażała? Jej niby to „szczególne” zdolności, wcale nie okazały się takie szczególne. Zakon zainteresował się nią tylko dlatego, że w rękach wroga byłaby zagrożeniem. Nie odgrywała w tej sprawie żadnej roli. Była nikim. A na dodatek Snape tym nikim musiał się zajmować. Nic dziwnego, że wściekł się. Nie robiła od dłuższego czasu żadnych postępów. Tracił tylko swój czas, a wiedziała jak zajętym człowiekiem był.

Westchnęła żałośnie. Musi wymyślić plan awaryjny. Z dyrektorem nie ma kontaktu, zapadł się pod ziemie. Jedyną osobą, która mogłaby jej pomóc był Snape. Na dodatek jej egzamin z aportacji załatwiony potajemnie przez Dumbledore miał się odbyć za tydzień. Snape nauczył ją tej umiejętności już miesiąc temu, ale nie odważyłaby się aportować bez licencji. Doskonale pamiętała swoje pierwsze próby.

Gdyby tylko mogła się stąd wyrwać… Przebiegło jej przez głowę. To co niby byś zrobiła? – pomyślała. Dokąd byś poszła? Miała trochę odłożonych pieniędzy. Pensja z ministerstwa wpływała regularnie, a do tej pory nie wydała ani knuta. Nie miała na co. Hogwart zapewniał wszystko, co tylko było potrzebne do życia. Mogłaby więc zatrzymać się chwile w Dziurawym Kotle, dopóki nie znalazłaby pracy i jakiegoś mieszkania. Nie łudziła się jednak. Nie miała dyplomu tutejszej szkoły magii, nie miała właściwie żadnego dyplomu, który potwierdzałby, jej umiejętności. Naprawdę była żałosna…

- Jak tak dłużej będziesz siedziała na ziemi, to się przeziębisz. – usłyszała jedwabisty głęboki głos za jej plecami. Nie odwróciła się jednak.

- Od kiedy obchodzi cię moje zdrowie? – zapytała.

- Nie obchodzi. – kolejny strzał prosto w serce.

- Więc po co tu jesteś? Nie odejdę, nie martw się. Nie mam dokąd. – głos załamał się jej, ale nie pozwoliła sobie na kolejne łzy.

Bardzo długo milczał, pomyślała że odszedł. Odwróciła się by sprawdzić i napotkała jego spojrzenie. Pomimo ciemności doskonale widziała jego błyszczące czarne oczy. Oświetlany łuną światła z zamku sprawiał wrażenie zjawy. Czarne szaty załopotały na wietrze.

- Wracaj do zamku. – powiedział, ale nie doczekał się reakcji z jej strony. Westchnął. – Nie jestem typem osoby, która ma w zwyczaju przepraszać. Nie łudź się więc, że usłyszysz ode mnie przeprosiny.

- Znam cię na tyle dobrze, żeby o tym wiedzieć. – zakpiła, nie starając się ukryć złośliwego tonu.

- Wracaj więc do zamku. – ponownie nie ruszyła się z miejsca. – Zamierzasz tracić mój czas na tą gierkę? Powinnaś być w zamku, minęła pora kolacji Umbridge pytała o ciebie.

- Jesteś świetnym kłamcą, na pewno dobrze mnie wytłumaczyłeś. – nie widziała jego twarzy, ale usłyszała jak nerwowo wciąga powietrze.

- Nie zmuszaj mnie, abym zaprowadził cię siłą do twojego pokoju.

- I co zrobisz? Złapiesz mnie za ucho, jak niesfornego uczniaka i zawleczesz tam na oczach wszystkich?

- Nie jesteś moją uczennicą i nigdy nie traktowałem cię jak jednego z moich uczniów.

- Odniosłam inne wrażenie.

- To już twój problem. – stwierdził. – Nie zamierzam ci tłumaczyć, że wcześniejsza złość nie miała być wymierzona w ciebie. Jestem kim jestem. Nie zmienię się tylko dla twojej wygody. Albo zaakceptujesz mnie z wszystkimi moimi wadami, albo siedź tu do rana. Ostrzegam jednak, że w tym lesie żyją niebezpieczne stworzenia.


- Dla mojej wygody? – zapytała tłumiąc złośliwy śmiech. – Uważasz, że do tej pory byłeś chodzącym przykładem cnót i dobroci? Gdybym nie akceptowała twojego charakteru nie uważasz, że nie uczynilibyśmy żadnego postępu? Nie będę ci wypominać ile razy zaciskałam zęby, gdy ty mieszałeś mnie z błotem. Ile razy powstrzymywałam chęć rzucenia w ciebie jakąś paskudną klątwą… Niczego nie robiłeś dla mojej wygody! A ja nigdy o nic cię nie prosiłam! – warknęła i wstała. – Jesteś ślepy Severusie Snape. Nawet nie wiesz jak bardzo. – Ruszyła przed siebie zostawiając go za sobą. 

niedziela, 20 sierpnia 2017

Your Pathetic Memory

Następnego dnia Snape był wyjątkowo wściekły. Szczerze mówiąc nie widziała go w takim stanie nigdy. Instynktownie trzymała się dwa kroki za nim, nie dając mu powodu na wyładowanie wściekłości właśnie na niej. Cały dzień chodziła za nim z duszą na ramieniu. Uczniowie umykali przed nim w pośpiechu. Ciągle zastanawiała się, co takiego musiało się wczoraj wydarzyć, by był taki wściekły.

Miała nadzieję, że nie przyczyniła się do jego stanu. W przeciwnym razie czeka ją dziś bolesna lekcja.

Wieczorem stawiła się na ich zajęciach. Perspektywa wściekłego Snape’a grzebiącego w jej głowie była przerażająca.

Pomyliła się. Już kiedy weszła wyraźnie widziała złość wypisaną na jego twarzy. Czoło zmarszczone, usta wykrzywione w niemiłym grymasie. Stanęła przed nim niepewna, nie odważyła się usiąść, czy powiedzieć coś pierwsza. Cierpliwie czekała, aż skończy skrobać piórem po pergaminie. Sądząc po zawziętości z jaką pióro tańczyło po wypracowaniu szykował się naprawdę złośliwy komentarz. Już współczuła uczniowi do którego kierowane były słowa.

Snape zmienił się w ciągu tych kilku tygodni. Wcześniej udało im się wypracować jako taką relację. Gdy wykonywała jego polecenia dało się go znieść. Ze zdziwieniem stwierdziła, ze lubi go. Nawet takiego burczącego i zgorzkniałego. Fascynował ją, tak… to dobre słowo. Fascynował. Był inny niż znani jej mężczyźni. Nie był przystojny, ale nie przeszkadzało jej to. Szczerze mówiąc przestała zwracać uwagę na jego wykrzywione, pożółkłe zęby, tłustawe włosy, czy nienaturalną bladość cery.

Kiedy mówił, szedł, czy nawet tylko patrzył na nią jej serce zamierało. Było w nim coś 
pociągającego… Cała ta otoczka tajemniczości i jego chłodny dystans sprawiał, że wszystko inne traciło sens.

Od jakiegoś czasu jednak ponownie traktował ją tak, jak na początku ich znajomości.  Miała już tego po dziurki w nosie, ale nigdy oczywiście mu tego nie powie. A przynajmniej, nie kiedy jest w takim stanie.

- Siadaj. – odezwał się w końcu. Nie czekała, by musiał się powtarzać. – Od dziś nasze zajęcia wrócą do normy. W każdy dzień tygodnia będziemy spotykali się o zwykłej porze.

- To znaczy, że nie masz już zajęć z Harrym? – zapytała.

- Powiedzmy, że panu Potterowi udało się osiągnąć więcej niż bym sobie tego życzył. – zauważyła jak mocniej zacisnął palce na piórze, które niebezpiecznie zatrzeszczało.

Wiedziała, że dalsze zagłębianie się w temat może nieść dla niej fatalne skutki, więc tylko pokiwała głową.

- Dziś oklumencja. Lepiej dla ciebie byłoby, abyś w końcu poczyniła jakieś postępy. – powiedział złowieszczo.

- Uwierz mi, że niczego bardziej w życiu nie pragnę.

- Nie będę tolerował sarkazmu.

- To nie był sarkazm. – oburzyła się. – Naprawdę chcę się tego nauczyć. Jak możesz w to wątpić? – zapytała dobrze wiedząc na czym skończy się ta dyskusja.

- Znam się na ludziach.

- Widocznie nie na wszystkich. – była coraz bardziej poirytowana i coraz trudniej było jej to ukryć.

- Ach taaak…. – zaczął bardzo powoli. – Zapomniałem, jaka jesteś szlachetna i jak bardzo zależy ci na tym by nie oglądać mojej śmierci. – zakpił. – Jakie to w stylu Gryffindora.

- To nie ja narażam własne życie szpiegując Sam Wiesz Kogo. Kto teraz ma więcej odwagi?

- Dosyć tego! – uderzył pięścią w biurko. Pióro pękło z cichym trzaskiem. Pochylił się w jej stronę a oczy mu płonęły. Kira instynktownie odchyliła się w fotelu. – Zacznij w końcu wykonywać moje polecenia, nie mam ani czasu, ani najmniejszej ochoty na niańczenie ciebie dłużej niż wymaga tego ode mnie Dumbledore. Mam dosyć twoich ciągłych komentarzy! Mam dosyć oglądania twoich żałosnych wspomnień! – wrzasnął, by chwile po tym ponownie usiąść w fotelu. W jednej chwili ponownie sprawiał wrażenie opanowanego.

Kira siedziała ze spuszczoną głową i wpatrywała się w swoje zaciśnięte dłonie. Nie chciała na niego patrzeć w tej chwili, ale nie miała wyboru. Powoli podniosła wzrok by stawić mu czoła.


- Uważasz, że jestem żałosna? – zapytała. – Masz rację. Jestem żałosna próbując bezskutecznie dopasować się do świata, który od pierwszego dnia jest dla mnie wrogi. Jestem żałosna próbując zasłużyć sobie na twoje jedno dobre słowo. – twarz Snape’a pozostała niezmieniona. – Masz rację… nie powinnam cię narażać na swoje mało interesujące towarzystwo. – wstała. – Jesteś wielkim czarodziejem. Nie powinieneś tracić czasu na dawnego charłaka, który w kilka miesięcy chce nadrobić 25 lat. – poczuła jak po policzku spływa jej pojedyncza łza. Nie chciała dać mu satysfakcji by oglądał ich więcej. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć wyszła, puszczając się biegiem na korytarzu.

niedziela, 13 sierpnia 2017

My Dear Friend

Po kilku długich tygodniach Kira przyzwyczaiła się do porannych wizyt w gabinecie Umbridge. Skrupulatnie zdawała sprawozdania z ich codziennej pracy. Umbridge jednak wydawała się nie specjalnie interesować jej zajęciami. Głównie pytała o to, czy nie zauważyła w zachowaniu Snape’a czegoś niepokojącego. Szczerze mówiąc sam Snape był w całości niepokojący. Nie musiała więc aż tak bardzo mijać się z prawdą. Dopytywała gdzie znika co jakiś czas. Kira nie miała pojęcia w jaki sposób Umbridge dowiedziała się o tym, że Snape’a co jakiś czas znikał. Oczywiście mówiła, że nie wie, to też była półprawda.

Tymczasem uczniowie piątych klas rozpoczęli ostatnią prostą do egzaminów, które miały się odbyć za miesiąc. Wszędzie gdzie spojrzała widziała ich z nosami w książkach. Ponieważ wiosna tego roku dopisywała dobrą pogodą, błonia w czasie wolnym były okupowane przez wszystkich.
Dziś po raz kolejny nie miała zajęć wieczornych ze Snape’m. Dziś była kolej Harrego.  Jutro ona będzie męczyła się z oklumencją. Do tej pory niestety nie udało się jej skutecznie obronić przed atakiem Severusa i szczerze wątpiła czy kiedykolwiek się jej to uda. Snape oczywiście miał na niej z tego powodu używanie. W złości mówił, że celowo sabotuje te zajęcia. Co równocześnie oznaczało, że chce by zginął. Za każdym takim oskarżeniem oburzała się i zaprzeczała przysięgając, że robi co może.

Siedząc nad brzegiem jeziora i przeglądając swoje notatki usłyszała szum skrzydeł. Podniosła wzrok i spojrzała, że w jej kierunku leci mała szara sówka. Dobrze ją znała. Wstała natychmiast i wyciągnęła rękę. Sówka przysiadła na jej ramieniu trzymając w dziobku list. Serce zarżało jej  na myśl o tym co znajdzie w nim znajdzie. Dała sowie małe ciasteczko, które ta natychmiast pochłonęła i wzbiła się w powietrze. Kira stała jeszcze chwilę wpatrując się w kopertę.

Tyle tygodni czekała, aż Syriusz odezwie się do niej, tyle listów wysłała do niego. Teraz kiedy trzymała w swoich dłoniach odpowiedź od niego nie wiedziała, czy chce wiedzieć co zawiera.
Czy przysłał jej wyjca z wiadomością, żeby dała mu spokój? Czy grzecznie poprosi ją, by już więcej nie kontaktowała się z nim. Nie liczyła raczej na to, by znowu byli przyjaciółmi, nie po tym jak go zawiodła.

Usiadła ponownie na kocu i z westchnieniem otworzyła list.


Kiro,

Byłem głupcem. Zbyt wiele czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że nie można nikogo zmusić do miłości. Serce nie sługa, prawda?
Nie jesteś winna temu, że nie byłaś w stanie mnie pokochać. Widocznie tak miało być.
Mam nadzieję, że z czasem uda nam się odbudować to co utraciliśmy przez te miesiące.
Zawsze będziesz mogła na mnie liczyć, od tego są przecież przyjaciele.
S.


Przeczytała list jeszcze kilka razy, a z każdym napisanym przez Syriusza słowem odczuwała większą ulgę. Potrzebował czasu. To ona była głupia naciskając na niego. Działała kierowana egoizmem. Był jedyną osobą, która ją wspierała w tym świecie i dlatego nie mogła się pogodzić z jego utratą.
Teraz wszystko będzie już dobrze.

Poczuła się niezwykle lekka, miała ochotę tańczyć. Po raz pierwszy od dłuższego czasu była szczęśliwa.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Useless

- Głupia. – rzucił Snape w jej stronę kiedy opowiedziała mu rozmowę z Umbridge.

- Ale… - zawahała się.

- Głupi dzieciaku! Czy uważasz, że te wszystkie wydarzenia nie zostały przewidziane?

- Jak to? – teraz nie wiedziała już niczego. – Dumbledore celowo pozbawił się stanowiska i zrobił z siebie spiskowca?

- Nie było to celowe. Dostosował się do sytuacji. Doskonale wiedział, co dzieje się w szkole i zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później uczniowie zostaną zdemaskowani. Najważniejszym było, aby Potter nie został wydalony ze szkoły. Tak samo jak ty! – warknął. – Dlaczego więc marnujesz to, co próbujemy z dyrektorem ocalić? – zapytał.

- Nie rozumiem. Czyli co? Mam na ciebie donosić? Mam powiedzieć Umbridge kim naprawdę jestem i co tu robię?

- Głupia! – syknął i gwałtownie odwrócił się w jej stronę. Jego szaty zawirowały. – Dokąd pójdziesz, jeżeli Umbridge cię wyrzuci? Kto cię ochroni jeżeli ponownie wrócisz do swojego świata? Oni tego chcą. Czekają na okazję. Zacznij myśleć!

Kira nagle zrozumiała, że nie ma dokąd pójść. Usiadła zrezygnowana w fotelu.

- Co mam robić? – zapytała nieprzytomnie.

- Pójść do Umbridge i przystać na jej propozycję.

- Ale to będzie oznaczało…

- To nic nie będzie oznaczało. – przerwał jej. – Będziesz mówiła jej to, co wcześniej ustalimy. Ważne jest, abyś na tych spotkaniach wypijała u niej herbatę.

- Oszalałeś? Przecież dobrze wiemy, co ona dolewa do tej herbatki. – Snape przymknął oczy, a grymas irytacji rozgościł na jego twarzy.

- Kto przygotowuje w tej szkole wszystkie eliksiry? – zapytał przez zaciśnięte zęby.

- Ty. – powiedziała bez wahania i nagle ją olśniło. – O! No tak! To znaczy, że Umbridge tak naprawdę nie ma Veritaserum?

- Brawo. – powiedział kpiąco. – Nadzwyczaj szybko wyciągasz wnioski. – wycofał się za biurko. – Teraz zobaczysz jak to jest choć w małym procencie żyć moim życiem. – powiedział z goryczą.

- To co będę robiła nie ma porównania z tym co robisz ty. Twoja rola jest nieoceniona. Jesteś niezastąpiony. Ja… ja jestem nikim w tej grze. Byłoby pewnie lepiej, gdyby mnie w ogóle tu nie było i nie trzeba by tracić cennego czasu na nauczenie mnie czegoś.


Snape spojrzał na nią, ale niczego nie powiedział. Uznała to za potwierdzenie jej słów. Zamrugała szybko chcąc odpędzić napływające do oczu łzy. Była piątym kołem u wozu, kulą u nogi i na dodatek była całkowicie bezużyteczna.

niedziela, 30 lipca 2017

If You Dont’t Ask, You Will Not Hear Lies.

Echa tej afery nie milkły długo. Póki co jednak Sybilla nie została usunięta ze szkoły, a wróżbiarstwa nauczał centaur Firenzo. Była zdumiona jego widokiem na szkolnym korytarzu. Ze względu na trudności z wchodzeniem po schodach, lekcje tego przedmiotu zostały przeniesione na parter. Słyszała, że uczniowie są nim zachwyceni.

- Nawet o tym nie myśl. – powiedział Snape, kiedy po raz kolejny przyłapał ją na spoglądaniu w stronę Firenza.

- Ale o co chodzi?

- Wróżbiarstwa nie da się nauczyć. Mówiłem ci wielokrotnie.

- Ale… - uciszył ją jednym stanowczym spojrzeniem. Na horyzoncie pojawiła się Dolores Umbridge wraz ze swoją brygadą inkwizycyjną.

- Profesorze Snape! – zawołała słodziutkim głosikiem. Snape wyprostował się i założył ręce za siebie.

- Tak, pani profesor? – zapytał ozięble.

- Czy eliksir, o który prosiłam pana w zeszłym tygodniu dojrzał?

- Tak.

- Znakomicie. Oczekuję go zatem za godzinę w moim gabinecie. – Odeszła, stukając obcasami.
 Snape odprowadzał ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za rogiem.

- O jaki eliksir jej chodzi? – zapytała Kira podejrzliwie.

- Nie pytaj, nie usłyszysz kłamstw. – powiedział nawet na nią nie patrząc. Ruszył ponownie w kierunku swojego gabinetu.

- Mógłbyś raz potraktować mnie poważnie. – stwierdziła z wrzutem.

- Nie musisz wiedzieć, o czymś, co cię nie dotyczy.

- Zapomniałeś, że ja prędzej czy później i tak się dowiaduje. – zrobiła przemądrzałą minę.

- Cóż… - wzruszył obojętnie ramionami. – Zaryzykuję. Teraz masz czas wolny. Zejdź mi z oczu.

- Uważaj, bo ta twoja dobroć płynąca z serca jest wręcz niepokojąca. – zadrwiła przystając przy drzwiach do swojego pokoju.

***

Wkrótce jednak dowiedziała się o jaki eliksir prosiła Umbridge. Nie potrzebowała do tego swojego daru. Wieść gruchnęła tak wielkim echem, że wszyscy byli wstrząśnięci. Według oficjalnych informacji (którym nie ufała) Harry Potter na polecenie Albusa Dumbledore’a miał zorganizować i wyszkolić armię w celu usunięcia Korneliusza Knota ze stanowiska Ministra Magii. Wszystko się wydało i Minister wraz z aurorami przybyli do szkoły by aresztować i osadzić w Azkabanie dyrektora. Ten jednak zniknął za sprawą swojego cudownego feniksa. Obecnie stanowisko dyrektora Hogwartu piastowała Dolores Umbridge.

Nie długo czekała na to, by przekonać się jak fatalna stała się jej sytuacja.

- Proszę usiąść panno Grey. – powiedziała słodziutkim głosikiem Umbridge. Kira stanęła w jej gabinecie jak oniemiała. Ze ścian krzyczał wszechobecny róż. Wszędzie, dosłownie wszędzie wisiały wizerunki kotów, które co jakiś czas pomiaukiwały na nią. – Napije się pani herbatki? – zapytała.

Doskonale wiedziała co by powiedział jej Snape, o spożywaniu czegokolwiek w obozie wroga.

- Nie dziękuje. – odmówiła grzecznie.

- Nalegam. – naciskała. – Otrzymałam znakomitą herbatę prosto z Indii. Grzech nie spróbować. – dodała z naciskiem.

- Skoro pani tak uważa. – burknęła zajmując miejsce.

- Jak pani wie objęłam obowiązki dyrektora tej szkoły, w związku z tym podlega pani bezpośrednio mnie.  – Mówiła nalewając do różowych filiżanek herbatę.

- Rozumiem. – powiedziała jednak nie bardzo świadoma tego do czego zmierza.

- W związku z tym życzyłabym sobie otrzymywać sprawozdania  pani pracy z profesorem Snape’m.

- Jakie sprawozdania? – oczami wyobraźni widziała minę Severusa, gdy się o tym dowie.

- Codziennie przed zajęciami, chciałabym mieć wgląd do rezultatów pani współpracy z Mistrzem Eliksirów z poprzedniego dnia.

- Wydaje mi się… - zaczęła niepewnie. – że tą kwestie musiałaby Pani omówić z profesorem Snape’em. Nie sądzę, abym mogła podjąć taką decyzję.

- Ta decyzja już została podjęta Panno Grey i nie potrzebuję niczyjej zgody, aby wyegzekwować to od Pani. Mam za sobą samego Ministra Magii. Celem moich działań ma być wyeliminowanie niepożądanych praktyk w tej szkole.

- Przyznam się, że teraz nie bardzo rozumiem. – spojrzała na nią z ukosa.

- Obie dobrze wiemy kim w przeszłości był Severus Snape. – Umbridge wyciągnęła się w swoim fotelu z miną zwycięzcy. – Dobrze też wiemy, że Albus Dumbledore ufał mu bezgranicznie.

- A więc o to chodzi. – powiedziała uświadamiając sobie jej tok myślenia. – Nie ważne jest, że w przeszłości profesor Snape służył Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, tylko że profesor Dumbledore mu ufał. Stał się, więc dla was niewygodny. – wstała. –Chyba nie mam jednak ochoty na indyjską herbatę.  – stwierdziła oschle.

- Panno Grey – zaczęła Umbridge nie ukrywając już rozdrażnienia. – jest tu pani tylko praktykantką. W moich rękach spoczywa pani kariera. Złamie ją bez mrugnięcia okiem, jeżeli tylko najdzie mnie na to ochota.

- Próbuje mnie pani przestraszyć? – zapytała.

- Ja? Skąd. Próbuje pani wytłumaczyć, że współpraca ze mną, a co za tym idzie z ministerstwem wyjdzie pani tylko na dobre. Czy zrozumiałyśmy się dobrze? – zapytała.


- Nawet zbyt dobrze. – rzuciła – A teraz przepraszam, za chwilę zaczynam zajęcia.  – Odwróciła się na pięcie i wyszła zwalczając w sobie chęć trzaśnięcia drzwiami. 

niedziela, 23 lipca 2017

Don’t You Dare!

Na całe szczęście była niedziela. Na całe szczęście nie musiała zwlekać się z samego rana z łóżka i biec na zajęcia ze Snape’m. Miała wrażenie, że jej głowa urosła do wielkości dyni z ogrodu Hagrida. Każdy promień słońca wdzierający się do jej komnat sprawiał jej ból. Nie mogła się poruszyć i tylko dziękowała niebiosom, że jest niedziela. Nie wstała na śniadanie. Była pewna, że sam zapach jedzenia spowoduje u niej wymioty. Lekcje oklumencji były okropne. Czuła się podczas nich tak, jakby spełniał się jej najgorszy koszmar, gdy wchodzi nago do szkoły. Tak się właśnie czuła, kiedy Snape grzebał w jej wspomnieniach. Była naga i upokorzona. Sytuacji nie poprawiał fakt, że ani razu nie odparła jego ataku. Zaczynała wierzyć, że się jej to nie uda. 

Zwlekła się z łóżka i postanowiła, że się przewietrzy. Szła powoli korytarzem kiedy usłyszała zamieszanie na dziedzińcu przed zamkiem. Przyspieszyła. Zebrała się chyba cała szkoła. Na samym środku stała Umbridge i nauczycielka wróżbiarstwa, która zanosiła się od płaczu.

- Uczę w tej szkole szesnaście lat. – załkała żałośnie. – Hogwart to mój dom. Proszę mnie nie wyrzucać.

Twarz Umbridge wykrzywił złośliwy i przesłodzony uśmieszek.

- Zrobię to. – zaćwierkała radośnie. Kirze przewróciło się coś w żołądku. Nie znała zbyt dobrze profesor Trelawney, słyszała czasem jak z niej pokpiwano, jednak nie sądziła by zasłużyła na takie bezduszne traktowanie.

- Jest Pani najmniej kompetentną nauczycielką. Nie widzę zatem powodu, aby nadal zajmowała się Pani nauczeniem. Wiąże się to z opuszczeniem szkoły. – Kira przygryzła wargi. Dobrze wiedziała jak to jest musieć opuścić miejsce, które uważało się za dom. Gdy już chciała ruszyć i stanąć w obronie nauczycielki, ktoś przytrzymał ją za rękę.

- Ani mi się waż. – wysyczał Snape, który nie wiadomo skąd znalazł się tuż obok.

- Ale przecież nie można tego tak zostawić! – powiedziała szeptem, tak by inni uczniowie nie słyszeli.

- Twoja jakże szlachetna postawa kiedyś cię zgubi. – Dokładnie w tej samej chwili na dziedziniec wkroczył Dumbledore. Wydawał się być dwa razy wyższy. Wyprostowany, dumny i z tym nieustępliwym wzrokiem sprawiał wrażenie osoby, której nie jest się w  stanie przeciwstawić.

- Profesor McGonagall! – zawołał donośnie. – Proszę odprowadzić Sybillę z powrotem do zamku. – Minerwa natychmiast wykonała polecenie dyrektora, podtrzymując ledwie przytomną Sybillę.

- Dumbledore! – oburzyła się Umbridge. – Według nowo wydanego dekretu edukacyjnego mam prawo…

- Zwalniać moich nauczycieli. – przerwał jej. – Nie ma pani jednak prawa wyrzucać ich z zamku. Ten przywilej należy tylko do dyrektora.

- Na razie. – jej ton zwiastował kolejny dekret. – Ponieważ nie masz zastępstwa na ta posadę będę zmuszona…

- Mam odpowiedniego nauczyciela na to miejsce. – ponownie wtrącił się w zdanie.

- Jak?! – oburzyła się. – Nie możesz! To Ministerstwo powinno…

- Ministerstwo ma prawo przedstawić swojego kandydata, kiedy dyrektor nie jest w stanie znaleźć nikogo na to miejsce. Chyba nie muszę przypominać treści tego postanowienia?

To zadziwiające – pomyślała Kira jak ten dobrotliwy staruszek potrafi nagle zmienić się w władczego i nie znoszącego sprzeciwu. Jak wiele twarzy posiadał ten człowiek?

- Czyli… - zaczęła przełykając – Mam rozumieć, że znalazłeś już kandydata?

- O tak… - powiedział uśmiechając się. Umbridge gotowała się z wściekłości, jednak ponieważ wszyscy uczniowie bacznie się im przyglądali nie mogła niczego zrobić.

- Znakomicie. – powiedziała pospiesznie i ruszyła do zamku.

Dumbledore rozejrzał się po zgormadzonych.

- Nie macie nic do roboty? – rzucił, a uczniowie natychmiast rozbiegli się.


Kira stała jeszcze przez chwilę przyglądając się oddalającemu się dyrektorowi, gdy nagle przyszło jej coś do głowy. Odwróciła się w stronę Snape’a, ale jego już przy niej nie było. 

niedziela, 16 lipca 2017

Force Me!

- Czy tego właśnie uczysz Harrego? – zapytała zwalając się wyczerpana na fotel. Głowa bolała ją niemiłosiernie. Miała wrażenie, że ktoś włożył ją w imadło i stopniowo zwiększał nacisk.

- Skąd wiesz? – zapytał podejrzliwie.

- Czy to nie oczywiste? – przymknęła oczy. Po raz pierwszy cieszyła się, że w jego gabinecie nie ma okien, nawet światło świec drażniło ją. – Zobaczył to samo co ja, kiedy Artur został ranny. Dyrektor powiedział, że nie jest to związane z posiadaniem takiego daru jak mój. Musi być w tym coś więcej.

Snape przyglądał się jej uważnie mrużąc przy tym niebezpiecznie oczy. W bladym świetle świec wyglądał na dwa razy bardziej strasznego niż za dnia.

- Kontynuuj. – powiedział.

- Do tej pory zastanawiałam się jak to możliwe, zrozumiałam to, gdy opowiedziałeś mi szerzej o legilimencji. Czy to nie tego ofiarą padł Harry? – Snape milczał, a jego twarz wykrzywił złowrogi uśmiech.  – Mam rację? – zapytała.

- Zaczęłaś w końcu myśleć samodzielnie. – zaczął obojętnie.

- Czyli mam rację. Dlaczego zatem uczysz tego mnie? Nie wydaje mi się, żebym była w jakiś sposób zagrożona.

- Wyciągnąłem jednak pochopne wnioski. – zadrwił.- Zacznij myśleć. Jesteś drugą po Potterze, której Czarny Pan szuka i choć mało prawdopodobne jest, aby wtargnął do twojego umysłu bez kontaktu wzrokowego, to nie mamy marginesu błędu. Nie wolno nam ryzykować.

- Z Harrym Sam-Wiesz-Kto też nie ma kontaktu wzrokowego. – stwierdziła po chwili zastanowienia.

- Pottera i Czarnego Pana łączy szczególna, magiczna więź, którą musimy przerwać. U ciebie musimy zbudować mechanizmy obronne. Musisz wyczuć ten subtelny moment w którym głos w twojej głowie nie należy do ciebie. Będziesz odnosić wrażenie, że zatopiłaś się we wspomnieniach. Nie możesz dopuścić by intruz wtargnął zbyt głęboko. Póki co idzie ci fatalnie. – zakończył złośliwie.

- Być może dlatego, że nie powiedziałeś mi tak naprawdę jak mam się bronić. – oburzyła się, a on posłał jej mrożące spojrzenie.

- Najwidoczniej nie przykładałaś znaczącej uwagi do moich wcześniejszych słów. – syknął. – Jeszcze raz, Legilimens!

Była w domu dziecka i patrzyła jak jej najlepsza przyjaciółka opuszcza dom z nowymi rodzicami. Wizja rozmyła się… Miała 18 lat i musiała opuścić dom, stała na chodniku z walizką i ze łzami w oczach patrzyła na swoje dawne okna. Wizja ponownie rozmyła się. Siedziała na ławce w parku i liczyła pozostałe jej pieniądze, nikt nie chciał dać jej pracy. Nagle ponownie była w gabinecie Snape’a.

- Wystarczy. – szepnęła, łapiąc się za głowę.

- Nie przykładasz się. Pozwalasz mi na zbyt wiele.

- Być może nie potrafię oddzielić emocji od wspomnień. To niewykonalne dla mnie. – wyjęczała.

- Dopóki będziesz przykładać tak dużą rolę do tych sentymentalnych bzdur, nigdy nie osiągniesz celu. –Każde jego słowo było osobnym odłamkiem lodu wbijającym się w jej serce. Jak mógł być taki okrutny?

- Wszystko co przeżyłam ukształtowało osobę, którą jestem teraz. Jak mam się tego wyrzec?

- Nikt nie każe ci się tego wyrzec.  Jesteś łatwym celem, łatwiejszym nawet niż Potter. Zbyt wiele moich sekretów skrywasz, abym pozwolił ci na taką niekompetencję. Będziesz musiała się przyłożyć, chyba, że jednak chcesz zobaczyć moją śmierć. – zakończył jadowicie. 

Spojrzała na niego, dobrze wiedział gdzie uderzyć, by ją zabolało. Dobrze znał jej słabe strony, nawet bez legilimencji.

- Jak możesz być taki okrutny? – zapytała z wyrzutem, a oczy ją zapiekły. Zdziwiła się, gdy usłyszała jego nieprzyjemny śmiech.

- Jesteś taka łatwa do zmanipulowania. Gdybyś trafiła do szkoły w wieku jedenastu lat, nie mam wątpliwości do jakiego domu zostałabyś przydzielona. – zakpił.

- O co ci dziś właściwie chodzi? – spojrzała na niego zupełnie nie rozumiejąc jego zachowania.

- Kurczowo trzymasz się tych swoich rzewnych wspomnień jak jedynej deski ratunku, nie zauważając zupełnie, że trzymasz się brzytwy.  – nachylił się nad nią. Ich oczy się spotkały. Mimo wysiłku nie potrafiła odwrócić wzroku. Jego oczy jak dwa ciemne tunele, zimne i obce przeszywały ją z bolesną dokładnością.

- Przestań… - wyszeptała.


- Zmuś mnie. – usłyszała w swojej głowie jego szyderczy głos.