niedziela, 10 września 2017

Be Careful What You Wish.

Praktycznie nie spała tej i następnej nocy. Próbowała to wszystko sobie poskładać w jakąś całość. W końcu jednak uznała, że być może najlepszą rzeczą jaką dla niej zrobili rodzice było porzucenie jej w domu dziecka. Snape opowiedział jej kim była jej „rodzina”. Wiedziała, że nie chce być uważana, za jedną z nich. Dlatego odrzuciła swoje prawdziwe imię na rzecz tego, które nadali jej mugole. Od zawsze była Kirą, a Lilith umarła ponad 25 lat temu.

Ze Snape’em nie rozmawiała zbyt wiele. Każde mówiło tyle ile wymagała tego sytuacja. Ich zajęcia ponownie nabrały sztywnego formalnego tonu. Nie przeszkadzało jej to. W końcu dotarło do niej kim jest Snape i czego należy się po nim spodziewać. Przestała się oszukiwać, że zacznie traktować ją przyjaźniej.

Po tygodniu nadszedł czas na jej potajemny egzamin z aportacji. Wilkie Twycross instruktor przeprowadzający test okazał się być zaufanym przyjacielem Albusa Dumbledore’a, w związku z tym udało się im to zachować w tajemnicy.

Egzamin zaliczyła praktycznie od razu. Opanowała tą sztukę dosyć szybko dzięki lekcją z Severusem.

Trzymała teraz w ręku licencję, jej pierwszy dokument, który potwierdzał przynależność do tego świata.

Teraz gdyby chciała mogłaby stąd odejść. Problem polegał na tym, że nie miała dokąd.

Snape obserwował ją czujnym wzrokiem. Czuła to, nie dała jednak po sobie poznać, że to zauważyła. Chciała się od niego uwolnić. Był wszędzie! Gdzie się odwróciła – widziała jego twarz. Jedyne czego pragnęła to chwili wytchnienia od wwiercających się w nią czarnych bezdennych oczu.

Wiedziała, że z łatwością może wedrzeć się do jej umysłu i poznać jej myśli, jednak była pewna, że po ostatniej awanturze nie zrobi tego, a przynajmniej nie poza lekcjami oklumencji.

Lekcje oklumencji! Kilkugodzinne tortury, podczas których wynajdywał najbardziej żenujące wspomnienia. Powtarzał tylko, by oczyściła swój umysł! Jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie. Była zmęczona. Chciała tylko znaleźć się z powrotem w swoim pokoju, owinąć kołdrą i przespać najbliższe tygodnie.

Usłyszała jak odkłada pióro i delikatnie odsuwa swój fotel od biurka.

- Ponieważ stosunkowo szybko uporałaś się z egzaminem, poćwiczymy oklumencję. – nie odpowiedziała. Snape zrobił dłuższą pauzę i kontynuował. – Czego do tej pory się nauczyłaś? – zapytał.

Pomyślała, że to jego kolejna prowokacja. To jasne, że niczego! Jeszcze nigdy nie udało się jej wypchnąć go ze swojego umysłu. Był zbyt silny.

- Niczego. – powiedziała cicho. – Nie potrafię wyczuć momentu w którym włamujesz się do moich myśli. – powiedziała oschle.

- Taaak. – powiedział przeciągle obrysowując kontur swoich ust. Odwróciła wzrok. – Spróbujemy ponownie. – wstał i wyciągnął różdżkę, Kira wstała również.

Gdy stanęli naprzeciwko siebie Snape bez ostrzeżenia rzucił zaklęcie.

Siedziała przy stole nauczycielskim w wielkiej sali i obserwowała jak Snape czyta Proroka Codziennego. W chwilę po tym siedziała w klasie do eliksirów i przyglądała się jak prowadzi lekcje. Wspomnienie rozmyło się i pojawiło się kolejne. Czarne oczy skierowane w jej stronę, płomienie w kominku, jej strach i przyspieszony oddech… NIE! Nie będziesz tego oglądał!

Wszystkimi swoimi siłami odcięła go od wspomnienia i wyrzuciła z głowy.

Gdy powróciła do rzeczywistości opierała się o regał z książkami. Snape stał wyprostowany, ale w ręku nie trzymał już różdżki. Długo milczał wpatrując się w nią z tą przenikliwością. Schylił się by podnieść wytrąconą z dłoni różdżkę.

- Nie wiedziałem, że masz na moim punkcie obsesje. – zakpił.

- Nie mam na twoim punkcie obsesji! – zaprzeczyła. – Po prostu jesteś wszędzie! Nie można się od ciebie uwolnić! – rzuciła, kryjąc narastające zakłopotanie.

Lewy kącik ust Snape’a uniósł się delikatnie.

- Pytanie, czy chcesz się ode mnie uwolnić? – Nie odpowiedziała, usiadła tylko zmęczona w fotelu. – To trzecie wspomnienie? – zapytał.

Milczała, wpatrując się w swoje splecione dłonie.

- To nie mogło być wspomnienie. – usiadł również, opierając się wygodnie. – Widziałem to z mojej perspektywy, a nie z twojej. – mówił dalej. Kira czuła na sobie jego palący wzrok. – Czy to przypadkiem nie było, to co zobaczyłaś w dniu kiedy mnie poznałaś?

Nie miała odwagi spojrzeć na niego, więc tylko skinęła delikatnie głową.

- Cóż… na twoje szczęście, w porę mnie wyrzuciłaś. – tym razem spojrzała na niego. – Widocznie tak bardzo nie chcesz, aby ta wizja została przeze mnie odkryta, że w końcu zmobilizowałaś się do obrony. Nie wiedziałem, że ćwiczyłaś zaklęcia niewerbalne.

- Nie ćwiczyłam. To był przypadek. – powiedziała.

- W każdym razie udało ci się. – powiedział obojętnie, zabierając się do sprawdzania prac domowych. – Radziłbym jednak zmienić obiekt westchnień. – dodał złośliwie.

- Bardzo śmieszne. Nie wzdycham do ciebie. Ja nawet nie wiem… - urwała. Snape rzucił jej szybkie, zaciekawione spojrzenie.

- Czego nie wiesz? – zapytał.

- Ja nawet nie wiem, jak wygląda miłość. – odpowiedziała wzdychając ciężko.

- Nigdy nikogo nie kochałaś? Myślałem, że u dziewcząt to raczej powszechne.

- Źle myślałeś. – rzuciła. – Nie byłam, nie jestem i nie będę taka jak większość kobiet. Jeżeli już mam oddać komuś swoje serce, to chcę, aby to było na zawsze.

Snape chwile się jej przyglądał, zanim ponownie zabrał się za sprawdzanie trzymanego w ręku wypracowania. Już myślała, że nie skomentuje tego co powiedziała.


- Uważaj na to, czego sobie życzysz.

niedziela, 3 września 2017

What Is My Real Name?

Dogonił ją kiedy była już prawie przy drzwiach swoich pokoi. Chwycił ją za ramie i pociągnął do swojego gabinetu. Zszokowana nawet nie zareagowała. Wepchnął ją do środka i zatrzasną za nimi drzwi.

- Oszalałeś? – rozcierała bolące ramie.

- Albo wyjaśnimy sobie wszystko teraz, albo nie widzę możliwości kontynuowania tych zajęć. – powiedział.

- Co tu jest do wyjaśniania? Nie lubisz mnie, nawet nie tolerujesz mnie. Wcale ci się nie dziwie. Jestem tylko jakąś przybłędą, która chyba tylko przypadkowo trafiła do tego świata.

- Nie jesteś przybłędą. – powiedział odwracając się w stronę pustego kominka.

- Jestem. – powiedziała przez zaciśnięte zęby.

- Nie. – powiedział już spokojniej. – Wiem kim byli twoi rodzice.

Te słowa odbijały się jeszcze długo echem w jej głowie. Wydawało się jej, że świat nagle zwolnił. Nadszedł ten moment. Wystarczy, że go zapyta, ale czy naprawdę była na to gotowa?
Nie będzie już lepszego momentu, by się dowiedzieć.

- Powiedz mi. – poprosiła szeptem. Snape powoli odwrócił się, by na nią spojrzeć.

- Jesteś córką Abraxasa Malfoy’a. Młodszą siostrą Lucjusza Malfoy’a.

- Tego, który miał za zadanie mnie schwytać i przekazać Sam Wiesz Komu? – zapytała siadając w fotelu. Poczuła, że nogi się pod nią uginają.

- Tak. – powiedział krótko.

- Ale jak… jak to się stało, że… - nie była w stanie dokończyć.

- Oficjalnie, jesteś martwa. – powiedział to takim tonem, że gotowa była w to uwierzyć.

- Martwa. – powtórzyła.

- Dlatego nie otrzymałaś listu z Hogwartu. Po twoich narodzinach przebadał cię specjalny magomedyk. Orzeczono, że nie posiadasz zdolności magicznych. Według nich byłaś charłakiem. W tego typu rodach było to hańbą. Twoi rodzice upozorowali twoją śmierć, a w rzeczywistości podrzucili cię do mugolskiego domu dziecka. Lucjusz dowiedział się o tobie, gdy wasz ojciec wyznał mu to na łożu śmierci. Okazało się, że od zawsze miano cię na oku. Twoja matka, potajemnie co jakiś czas odwiedzała sierociniec. Była jednym z darczyńców. Wypytywała o dzieci, a szczególnie o ciebie. Kiedyś jedna z opiekunek powiedziała jej, że wokół ciebie dzieją się jakieś dziwne zbiegi okoliczności. Ponoć często przewidywałaś co się za chwile stanie, lub co działo się na długo przed tym kiedy tam trafiłaś. Było jednak za późno by wszystko odkręcić. Twój ojciec stwierdził, że nawet jeżeli posiadasz jakiś dar, to bycie wieszczką było raczej pogardzanym zajęciem.

Kira słuchała tego co mówił i próbowała sobie to wszystko poukładać. Nie pamiętała by widywała w domu dziecka jakąś kobietę, która tam przychodziła. To wszystko było takie nierealne… Snape kontynuował.

- Malfoy podzielił się tymi informacjami z Czarnym Panem, który stwierdził, że nie mogłaś być charłakiem, a twoje magiczne zdolności były tylko zaniedbane, dlatego się nie rozwijały. Mogłaś też otrzymać dar widzenia przyszłości i przeszłości więc zapragnął by cię sprowadzono. Dalszy ciąg znasz.

- To znaczy, że…

- Jesteś czarownicą czystej krwi. – dokończył za nią.

- Nie jestem pewna teraz, czy naprawdę chciałam to wszystko wiedzieć.

- Powiedziałaś mi kiedyś, że chcesz się dowiedzieć kim jesteś.

- Tak, ale nie sądziłam, że będzie to takie bolesne. Moi rodzice porzucili mnie tylko dlatego, że hańbą było mieć mnie za córkę.

- Powinnaś im raczej podziękować. – powiedział siadając za biurkiem. – Malfoy’owie od dawna są związani z Czarnym Panem. Nie czekałoby cię w ich rodzinie nic dobrego.

- Czy wiesz… - zawahała się – Czy znasz… moje prawdziwe imię? – Snape spojrzał na nią i długo wpatrywał się w jej oczy.


- Lilith. – powiedział w końcu. 

niedziela, 27 sierpnia 2017

You are blind!

Siedziała nad brzegiem jeziora. Słońce zaszło już jakiś czas temu, a jedynym źródłem światła był rozświetlony zamek i koniec jej różdżki.

Chociaż tego zdążyłam się nauczyć… - pomyślała z goryczą.

Nie wyobrażała sobie, że jutro tak po prostu pójdzie do niego na zajęcia, tak jak gdyby nic się nie stało. Nie była taka jak on. Nie potrafiła robić dobrej miny do złej gry. Nie powinna się dziwić, taka była jego praca.

Niechętnie jednak przyznała mu rację. Co ona sobie właściwie wyobrażała? Jej niby to „szczególne” zdolności, wcale nie okazały się takie szczególne. Zakon zainteresował się nią tylko dlatego, że w rękach wroga byłaby zagrożeniem. Nie odgrywała w tej sprawie żadnej roli. Była nikim. A na dodatek Snape tym nikim musiał się zajmować. Nic dziwnego, że wściekł się. Nie robiła od dłuższego czasu żadnych postępów. Tracił tylko swój czas, a wiedziała jak zajętym człowiekiem był.

Westchnęła żałośnie. Musi wymyślić plan awaryjny. Z dyrektorem nie ma kontaktu, zapadł się pod ziemie. Jedyną osobą, która mogłaby jej pomóc był Snape. Na dodatek jej egzamin z aportacji załatwiony potajemnie przez Dumbledore miał się odbyć za tydzień. Snape nauczył ją tej umiejętności już miesiąc temu, ale nie odważyłaby się aportować bez licencji. Doskonale pamiętała swoje pierwsze próby.

Gdyby tylko mogła się stąd wyrwać… Przebiegło jej przez głowę. To co niby byś zrobiła? – pomyślała. Dokąd byś poszła? Miała trochę odłożonych pieniędzy. Pensja z ministerstwa wpływała regularnie, a do tej pory nie wydała ani knuta. Nie miała na co. Hogwart zapewniał wszystko, co tylko było potrzebne do życia. Mogłaby więc zatrzymać się chwile w Dziurawym Kotle, dopóki nie znalazłaby pracy i jakiegoś mieszkania. Nie łudziła się jednak. Nie miała dyplomu tutejszej szkoły magii, nie miała właściwie żadnego dyplomu, który potwierdzałby, jej umiejętności. Naprawdę była żałosna…

- Jak tak dłużej będziesz siedziała na ziemi, to się przeziębisz. – usłyszała jedwabisty głęboki głos za jej plecami. Nie odwróciła się jednak.

- Od kiedy obchodzi cię moje zdrowie? – zapytała.

- Nie obchodzi. – kolejny strzał prosto w serce.

- Więc po co tu jesteś? Nie odejdę, nie martw się. Nie mam dokąd. – głos załamał się jej, ale nie pozwoliła sobie na kolejne łzy.

Bardzo długo milczał, pomyślała że odszedł. Odwróciła się by sprawdzić i napotkała jego spojrzenie. Pomimo ciemności doskonale widziała jego błyszczące czarne oczy. Oświetlany łuną światła z zamku sprawiał wrażenie zjawy. Czarne szaty załopotały na wietrze.

- Wracaj do zamku. – powiedział, ale nie doczekał się reakcji z jej strony. Westchnął. – Nie jestem typem osoby, która ma w zwyczaju przepraszać. Nie łudź się więc, że usłyszysz ode mnie przeprosiny.

- Znam cię na tyle dobrze, żeby o tym wiedzieć. – zakpiła, nie starając się ukryć złośliwego tonu.

- Wracaj więc do zamku. – ponownie nie ruszyła się z miejsca. – Zamierzasz tracić mój czas na tą gierkę? Powinnaś być w zamku, minęła pora kolacji Umbridge pytała o ciebie.

- Jesteś świetnym kłamcą, na pewno dobrze mnie wytłumaczyłeś. – nie widziała jego twarzy, ale usłyszała jak nerwowo wciąga powietrze.

- Nie zmuszaj mnie, abym zaprowadził cię siłą do twojego pokoju.

- I co zrobisz? Złapiesz mnie za ucho, jak niesfornego uczniaka i zawleczesz tam na oczach wszystkich?

- Nie jesteś moją uczennicą i nigdy nie traktowałem cię jak jednego z moich uczniów.

- Odniosłam inne wrażenie.

- To już twój problem. – stwierdził. – Nie zamierzam ci tłumaczyć, że wcześniejsza złość nie miała być wymierzona w ciebie. Jestem kim jestem. Nie zmienię się tylko dla twojej wygody. Albo zaakceptujesz mnie z wszystkimi moimi wadami, albo siedź tu do rana. Ostrzegam jednak, że w tym lesie żyją niebezpieczne stworzenia.


- Dla mojej wygody? – zapytała tłumiąc złośliwy śmiech. – Uważasz, że do tej pory byłeś chodzącym przykładem cnót i dobroci? Gdybym nie akceptowała twojego charakteru nie uważasz, że nie uczynilibyśmy żadnego postępu? Nie będę ci wypominać ile razy zaciskałam zęby, gdy ty mieszałeś mnie z błotem. Ile razy powstrzymywałam chęć rzucenia w ciebie jakąś paskudną klątwą… Niczego nie robiłeś dla mojej wygody! A ja nigdy o nic cię nie prosiłam! – warknęła i wstała. – Jesteś ślepy Severusie Snape. Nawet nie wiesz jak bardzo. – Ruszyła przed siebie zostawiając go za sobą. 

niedziela, 20 sierpnia 2017

Your Pathetic Memory

Następnego dnia Snape był wyjątkowo wściekły. Szczerze mówiąc nie widziała go w takim stanie nigdy. Instynktownie trzymała się dwa kroki za nim, nie dając mu powodu na wyładowanie wściekłości właśnie na niej. Cały dzień chodziła za nim z duszą na ramieniu. Uczniowie umykali przed nim w pośpiechu. Ciągle zastanawiała się, co takiego musiało się wczoraj wydarzyć, by był taki wściekły.

Miała nadzieję, że nie przyczyniła się do jego stanu. W przeciwnym razie czeka ją dziś bolesna lekcja.

Wieczorem stawiła się na ich zajęciach. Perspektywa wściekłego Snape’a grzebiącego w jej głowie była przerażająca.

Pomyliła się. Już kiedy weszła wyraźnie widziała złość wypisaną na jego twarzy. Czoło zmarszczone, usta wykrzywione w niemiłym grymasie. Stanęła przed nim niepewna, nie odważyła się usiąść, czy powiedzieć coś pierwsza. Cierpliwie czekała, aż skończy skrobać piórem po pergaminie. Sądząc po zawziętości z jaką pióro tańczyło po wypracowaniu szykował się naprawdę złośliwy komentarz. Już współczuła uczniowi do którego kierowane były słowa.

Snape zmienił się w ciągu tych kilku tygodni. Wcześniej udało im się wypracować jako taką relację. Gdy wykonywała jego polecenia dało się go znieść. Ze zdziwieniem stwierdziła, ze lubi go. Nawet takiego burczącego i zgorzkniałego. Fascynował ją, tak… to dobre słowo. Fascynował. Był inny niż znani jej mężczyźni. Nie był przystojny, ale nie przeszkadzało jej to. Szczerze mówiąc przestała zwracać uwagę na jego wykrzywione, pożółkłe zęby, tłustawe włosy, czy nienaturalną bladość cery.

Kiedy mówił, szedł, czy nawet tylko patrzył na nią jej serce zamierało. Było w nim coś 
pociągającego… Cała ta otoczka tajemniczości i jego chłodny dystans sprawiał, że wszystko inne traciło sens.

Od jakiegoś czasu jednak ponownie traktował ją tak, jak na początku ich znajomości.  Miała już tego po dziurki w nosie, ale nigdy oczywiście mu tego nie powie. A przynajmniej, nie kiedy jest w takim stanie.

- Siadaj. – odezwał się w końcu. Nie czekała, by musiał się powtarzać. – Od dziś nasze zajęcia wrócą do normy. W każdy dzień tygodnia będziemy spotykali się o zwykłej porze.

- To znaczy, że nie masz już zajęć z Harrym? – zapytała.

- Powiedzmy, że panu Potterowi udało się osiągnąć więcej niż bym sobie tego życzył. – zauważyła jak mocniej zacisnął palce na piórze, które niebezpiecznie zatrzeszczało.

Wiedziała, że dalsze zagłębianie się w temat może nieść dla niej fatalne skutki, więc tylko pokiwała głową.

- Dziś oklumencja. Lepiej dla ciebie byłoby, abyś w końcu poczyniła jakieś postępy. – powiedział złowieszczo.

- Uwierz mi, że niczego bardziej w życiu nie pragnę.

- Nie będę tolerował sarkazmu.

- To nie był sarkazm. – oburzyła się. – Naprawdę chcę się tego nauczyć. Jak możesz w to wątpić? – zapytała dobrze wiedząc na czym skończy się ta dyskusja.

- Znam się na ludziach.

- Widocznie nie na wszystkich. – była coraz bardziej poirytowana i coraz trudniej było jej to ukryć.

- Ach taaak…. – zaczął bardzo powoli. – Zapomniałem, jaka jesteś szlachetna i jak bardzo zależy ci na tym by nie oglądać mojej śmierci. – zakpił. – Jakie to w stylu Gryffindora.

- To nie ja narażam własne życie szpiegując Sam Wiesz Kogo. Kto teraz ma więcej odwagi?

- Dosyć tego! – uderzył pięścią w biurko. Pióro pękło z cichym trzaskiem. Pochylił się w jej stronę a oczy mu płonęły. Kira instynktownie odchyliła się w fotelu. – Zacznij w końcu wykonywać moje polecenia, nie mam ani czasu, ani najmniejszej ochoty na niańczenie ciebie dłużej niż wymaga tego ode mnie Dumbledore. Mam dosyć twoich ciągłych komentarzy! Mam dosyć oglądania twoich żałosnych wspomnień! – wrzasnął, by chwile po tym ponownie usiąść w fotelu. W jednej chwili ponownie sprawiał wrażenie opanowanego.

Kira siedziała ze spuszczoną głową i wpatrywała się w swoje zaciśnięte dłonie. Nie chciała na niego patrzeć w tej chwili, ale nie miała wyboru. Powoli podniosła wzrok by stawić mu czoła.


- Uważasz, że jestem żałosna? – zapytała. – Masz rację. Jestem żałosna próbując bezskutecznie dopasować się do świata, który od pierwszego dnia jest dla mnie wrogi. Jestem żałosna próbując zasłużyć sobie na twoje jedno dobre słowo. – twarz Snape’a pozostała niezmieniona. – Masz rację… nie powinnam cię narażać na swoje mało interesujące towarzystwo. – wstała. – Jesteś wielkim czarodziejem. Nie powinieneś tracić czasu na dawnego charłaka, który w kilka miesięcy chce nadrobić 25 lat. – poczuła jak po policzku spływa jej pojedyncza łza. Nie chciała dać mu satysfakcji by oglądał ich więcej. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć wyszła, puszczając się biegiem na korytarzu.

niedziela, 13 sierpnia 2017

My Dear Friend

Po kilku długich tygodniach Kira przyzwyczaiła się do porannych wizyt w gabinecie Umbridge. Skrupulatnie zdawała sprawozdania z ich codziennej pracy. Umbridge jednak wydawała się nie specjalnie interesować jej zajęciami. Głównie pytała o to, czy nie zauważyła w zachowaniu Snape’a czegoś niepokojącego. Szczerze mówiąc sam Snape był w całości niepokojący. Nie musiała więc aż tak bardzo mijać się z prawdą. Dopytywała gdzie znika co jakiś czas. Kira nie miała pojęcia w jaki sposób Umbridge dowiedziała się o tym, że Snape’a co jakiś czas znikał. Oczywiście mówiła, że nie wie, to też była półprawda.

Tymczasem uczniowie piątych klas rozpoczęli ostatnią prostą do egzaminów, które miały się odbyć za miesiąc. Wszędzie gdzie spojrzała widziała ich z nosami w książkach. Ponieważ wiosna tego roku dopisywała dobrą pogodą, błonia w czasie wolnym były okupowane przez wszystkich.
Dziś po raz kolejny nie miała zajęć wieczornych ze Snape’m. Dziś była kolej Harrego.  Jutro ona będzie męczyła się z oklumencją. Do tej pory niestety nie udało się jej skutecznie obronić przed atakiem Severusa i szczerze wątpiła czy kiedykolwiek się jej to uda. Snape oczywiście miał na niej z tego powodu używanie. W złości mówił, że celowo sabotuje te zajęcia. Co równocześnie oznaczało, że chce by zginął. Za każdym takim oskarżeniem oburzała się i zaprzeczała przysięgając, że robi co może.

Siedząc nad brzegiem jeziora i przeglądając swoje notatki usłyszała szum skrzydeł. Podniosła wzrok i spojrzała, że w jej kierunku leci mała szara sówka. Dobrze ją znała. Wstała natychmiast i wyciągnęła rękę. Sówka przysiadła na jej ramieniu trzymając w dziobku list. Serce zarżało jej  na myśl o tym co znajdzie w nim znajdzie. Dała sowie małe ciasteczko, które ta natychmiast pochłonęła i wzbiła się w powietrze. Kira stała jeszcze chwilę wpatrując się w kopertę.

Tyle tygodni czekała, aż Syriusz odezwie się do niej, tyle listów wysłała do niego. Teraz kiedy trzymała w swoich dłoniach odpowiedź od niego nie wiedziała, czy chce wiedzieć co zawiera.
Czy przysłał jej wyjca z wiadomością, żeby dała mu spokój? Czy grzecznie poprosi ją, by już więcej nie kontaktowała się z nim. Nie liczyła raczej na to, by znowu byli przyjaciółmi, nie po tym jak go zawiodła.

Usiadła ponownie na kocu i z westchnieniem otworzyła list.


Kiro,

Byłem głupcem. Zbyt wiele czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że nie można nikogo zmusić do miłości. Serce nie sługa, prawda?
Nie jesteś winna temu, że nie byłaś w stanie mnie pokochać. Widocznie tak miało być.
Mam nadzieję, że z czasem uda nam się odbudować to co utraciliśmy przez te miesiące.
Zawsze będziesz mogła na mnie liczyć, od tego są przecież przyjaciele.
S.


Przeczytała list jeszcze kilka razy, a z każdym napisanym przez Syriusza słowem odczuwała większą ulgę. Potrzebował czasu. To ona była głupia naciskając na niego. Działała kierowana egoizmem. Był jedyną osobą, która ją wspierała w tym świecie i dlatego nie mogła się pogodzić z jego utratą.
Teraz wszystko będzie już dobrze.

Poczuła się niezwykle lekka, miała ochotę tańczyć. Po raz pierwszy od dłuższego czasu była szczęśliwa.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Useless

- Głupia. – rzucił Snape w jej stronę kiedy opowiedziała mu rozmowę z Umbridge.

- Ale… - zawahała się.

- Głupi dzieciaku! Czy uważasz, że te wszystkie wydarzenia nie zostały przewidziane?

- Jak to? – teraz nie wiedziała już niczego. – Dumbledore celowo pozbawił się stanowiska i zrobił z siebie spiskowca?

- Nie było to celowe. Dostosował się do sytuacji. Doskonale wiedział, co dzieje się w szkole i zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później uczniowie zostaną zdemaskowani. Najważniejszym było, aby Potter nie został wydalony ze szkoły. Tak samo jak ty! – warknął. – Dlaczego więc marnujesz to, co próbujemy z dyrektorem ocalić? – zapytał.

- Nie rozumiem. Czyli co? Mam na ciebie donosić? Mam powiedzieć Umbridge kim naprawdę jestem i co tu robię?

- Głupia! – syknął i gwałtownie odwrócił się w jej stronę. Jego szaty zawirowały. – Dokąd pójdziesz, jeżeli Umbridge cię wyrzuci? Kto cię ochroni jeżeli ponownie wrócisz do swojego świata? Oni tego chcą. Czekają na okazję. Zacznij myśleć!

Kira nagle zrozumiała, że nie ma dokąd pójść. Usiadła zrezygnowana w fotelu.

- Co mam robić? – zapytała nieprzytomnie.

- Pójść do Umbridge i przystać na jej propozycję.

- Ale to będzie oznaczało…

- To nic nie będzie oznaczało. – przerwał jej. – Będziesz mówiła jej to, co wcześniej ustalimy. Ważne jest, abyś na tych spotkaniach wypijała u niej herbatę.

- Oszalałeś? Przecież dobrze wiemy, co ona dolewa do tej herbatki. – Snape przymknął oczy, a grymas irytacji rozgościł na jego twarzy.

- Kto przygotowuje w tej szkole wszystkie eliksiry? – zapytał przez zaciśnięte zęby.

- Ty. – powiedziała bez wahania i nagle ją olśniło. – O! No tak! To znaczy, że Umbridge tak naprawdę nie ma Veritaserum?

- Brawo. – powiedział kpiąco. – Nadzwyczaj szybko wyciągasz wnioski. – wycofał się za biurko. – Teraz zobaczysz jak to jest choć w małym procencie żyć moim życiem. – powiedział z goryczą.

- To co będę robiła nie ma porównania z tym co robisz ty. Twoja rola jest nieoceniona. Jesteś niezastąpiony. Ja… ja jestem nikim w tej grze. Byłoby pewnie lepiej, gdyby mnie w ogóle tu nie było i nie trzeba by tracić cennego czasu na nauczenie mnie czegoś.


Snape spojrzał na nią, ale niczego nie powiedział. Uznała to za potwierdzenie jej słów. Zamrugała szybko chcąc odpędzić napływające do oczu łzy. Była piątym kołem u wozu, kulą u nogi i na dodatek była całkowicie bezużyteczna.

niedziela, 30 lipca 2017

If You Dont’t Ask, You Will Not Hear Lies.

Echa tej afery nie milkły długo. Póki co jednak Sybilla nie została usunięta ze szkoły, a wróżbiarstwa nauczał centaur Firenzo. Była zdumiona jego widokiem na szkolnym korytarzu. Ze względu na trudności z wchodzeniem po schodach, lekcje tego przedmiotu zostały przeniesione na parter. Słyszała, że uczniowie są nim zachwyceni.

- Nawet o tym nie myśl. – powiedział Snape, kiedy po raz kolejny przyłapał ją na spoglądaniu w stronę Firenza.

- Ale o co chodzi?

- Wróżbiarstwa nie da się nauczyć. Mówiłem ci wielokrotnie.

- Ale… - uciszył ją jednym stanowczym spojrzeniem. Na horyzoncie pojawiła się Dolores Umbridge wraz ze swoją brygadą inkwizycyjną.

- Profesorze Snape! – zawołała słodziutkim głosikiem. Snape wyprostował się i założył ręce za siebie.

- Tak, pani profesor? – zapytał ozięble.

- Czy eliksir, o który prosiłam pana w zeszłym tygodniu dojrzał?

- Tak.

- Znakomicie. Oczekuję go zatem za godzinę w moim gabinecie. – Odeszła, stukając obcasami.
 Snape odprowadzał ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za rogiem.

- O jaki eliksir jej chodzi? – zapytała Kira podejrzliwie.

- Nie pytaj, nie usłyszysz kłamstw. – powiedział nawet na nią nie patrząc. Ruszył ponownie w kierunku swojego gabinetu.

- Mógłbyś raz potraktować mnie poważnie. – stwierdziła z wrzutem.

- Nie musisz wiedzieć, o czymś, co cię nie dotyczy.

- Zapomniałeś, że ja prędzej czy później i tak się dowiaduje. – zrobiła przemądrzałą minę.

- Cóż… - wzruszył obojętnie ramionami. – Zaryzykuję. Teraz masz czas wolny. Zejdź mi z oczu.

- Uważaj, bo ta twoja dobroć płynąca z serca jest wręcz niepokojąca. – zadrwiła przystając przy drzwiach do swojego pokoju.

***

Wkrótce jednak dowiedziała się o jaki eliksir prosiła Umbridge. Nie potrzebowała do tego swojego daru. Wieść gruchnęła tak wielkim echem, że wszyscy byli wstrząśnięci. Według oficjalnych informacji (którym nie ufała) Harry Potter na polecenie Albusa Dumbledore’a miał zorganizować i wyszkolić armię w celu usunięcia Korneliusza Knota ze stanowiska Ministra Magii. Wszystko się wydało i Minister wraz z aurorami przybyli do szkoły by aresztować i osadzić w Azkabanie dyrektora. Ten jednak zniknął za sprawą swojego cudownego feniksa. Obecnie stanowisko dyrektora Hogwartu piastowała Dolores Umbridge.

Nie długo czekała na to, by przekonać się jak fatalna stała się jej sytuacja.

- Proszę usiąść panno Grey. – powiedziała słodziutkim głosikiem Umbridge. Kira stanęła w jej gabinecie jak oniemiała. Ze ścian krzyczał wszechobecny róż. Wszędzie, dosłownie wszędzie wisiały wizerunki kotów, które co jakiś czas pomiaukiwały na nią. – Napije się pani herbatki? – zapytała.

Doskonale wiedziała co by powiedział jej Snape, o spożywaniu czegokolwiek w obozie wroga.

- Nie dziękuje. – odmówiła grzecznie.

- Nalegam. – naciskała. – Otrzymałam znakomitą herbatę prosto z Indii. Grzech nie spróbować. – dodała z naciskiem.

- Skoro pani tak uważa. – burknęła zajmując miejsce.

- Jak pani wie objęłam obowiązki dyrektora tej szkoły, w związku z tym podlega pani bezpośrednio mnie.  – Mówiła nalewając do różowych filiżanek herbatę.

- Rozumiem. – powiedziała jednak nie bardzo świadoma tego do czego zmierza.

- W związku z tym życzyłabym sobie otrzymywać sprawozdania  pani pracy z profesorem Snape’m.

- Jakie sprawozdania? – oczami wyobraźni widziała minę Severusa, gdy się o tym dowie.

- Codziennie przed zajęciami, chciałabym mieć wgląd do rezultatów pani współpracy z Mistrzem Eliksirów z poprzedniego dnia.

- Wydaje mi się… - zaczęła niepewnie. – że tą kwestie musiałaby Pani omówić z profesorem Snape’em. Nie sądzę, abym mogła podjąć taką decyzję.

- Ta decyzja już została podjęta Panno Grey i nie potrzebuję niczyjej zgody, aby wyegzekwować to od Pani. Mam za sobą samego Ministra Magii. Celem moich działań ma być wyeliminowanie niepożądanych praktyk w tej szkole.

- Przyznam się, że teraz nie bardzo rozumiem. – spojrzała na nią z ukosa.

- Obie dobrze wiemy kim w przeszłości był Severus Snape. – Umbridge wyciągnęła się w swoim fotelu z miną zwycięzcy. – Dobrze też wiemy, że Albus Dumbledore ufał mu bezgranicznie.

- A więc o to chodzi. – powiedziała uświadamiając sobie jej tok myślenia. – Nie ważne jest, że w przeszłości profesor Snape służył Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, tylko że profesor Dumbledore mu ufał. Stał się, więc dla was niewygodny. – wstała. –Chyba nie mam jednak ochoty na indyjską herbatę.  – stwierdziła oschle.

- Panno Grey – zaczęła Umbridge nie ukrywając już rozdrażnienia. – jest tu pani tylko praktykantką. W moich rękach spoczywa pani kariera. Złamie ją bez mrugnięcia okiem, jeżeli tylko najdzie mnie na to ochota.

- Próbuje mnie pani przestraszyć? – zapytała.

- Ja? Skąd. Próbuje pani wytłumaczyć, że współpraca ze mną, a co za tym idzie z ministerstwem wyjdzie pani tylko na dobre. Czy zrozumiałyśmy się dobrze? – zapytała.


- Nawet zbyt dobrze. – rzuciła – A teraz przepraszam, za chwilę zaczynam zajęcia.  – Odwróciła się na pięcie i wyszła zwalczając w sobie chęć trzaśnięcia drzwiami.