To był koszmarny dzień i Kira modliła się, by w końcu się
skończył. Snape na każdym kroku dawał jej do zrozumienia, że jest idiotką i
ponownie zaczął traktować ją jak robaka. Zacisnęła zęby i powiedziała sobie, że
wytrzyma. Ze strachem oczekiwała na wieczorne zajęcia, jednak ku jej wielkiemu
zaskoczeniu otrzymała notkę od niego, że dziś zajęć nie będzie. Przez chwile
zastanawiała się czy było to spowodowane ich wcześniejszą kłótnią, ale doszła
do wniosku, że nie. Bez względu na to jak bardzo był na nią wściekły zawsze
odbywali zajęcia według planu. Za jego nieobecnością musiało stać coś innego.
Machnęła ręką i ucieszyła się na myśl o pierwszym od miesiąca wolnym wieczorze.
Odpisze na list Syriusza, weźmie długą kąpiel i spróbuje zmyć z siebie
dzisiejszą rozmowę.
Drogi Wąchaczu!
Dzisiejszy dzień był paskudny i męczący.
Praktyki u naszego ulubionego nauczyciela dają mi w kość. Jest prawie tak miły
jak twoja mama… Z utęsknieniem wyczekuję przerwy świątecznej. Chciałabym
rozsiąść się na kanapie przed kominkiem popijając gorącą czekoladę. Tęsknię za
naszymi rozmowami.
Tu czuję się jak w więzieniu…
Ściskam Cię
Kira.
Tylko na tyle było ją dziś stać. Wkładając list do koperty
miała wyrzuty sumienia. Syriusz pisał długie listy, ona odpowiadała mu krótko.
Nie mogła mu pisać o tym co się tu dzieje. W ogóle nie mogła mu pisać o niczym
istotnym w obawie przed przejęciem listu. Syriusz był jej jedynym kontaktem z
normalnym życiem i jedyną osobą która doskonale rozumiała ból związany z
zamknięciem pod kloszem.
Z Harrym, Ronem i Hermioną nie wolno jej było rozmawiać. W
ogóle nie mogła dać po sobie poznać, że ich zna. Wkraczając do tego świata zupełnie
nie tak to wszystko sobie wyobrażała.
Postanowiła przejść się jeszcze po błoniach i skorzystać z
ostatnich przyjemnych wieczorów tej jesieni. Za chwilę zaczynał się
październik, który nieuchronnie przypomni o nadchodzącej zimie.
Wyszła przez główne drzwi zamku kierując się w stronę
jeziora. Słońce zachodziło dziś w towarzystwie imponujących barw purpury,
czerwieni i soczystych odcieni pomarańczy. Całe to widowisko odbijało się w
nieruchomej tafli wody. Stała i
podziwiała to wszystko z niemym zachwytem. W powietrzu bardzo wyraźnie dało się
wyczuć zbliżającą się jesień. To była ostatnia szansa na takie widoki. Byłoby
wręcz idealnie gdyby nie...
- Panno Grey. – usłyszała piskliwy, znienawidzony już
głosik. – Nie jest Pani teraz na zajęciach
z profesorem Snape’m? – Umbridge podeszła do niej od strony chaty gajowego.
- Moje zajęcia zostały dziś odwołane. – powiedziała
obojętnie.
- A z jakiego powodu jeżeli można wiedzieć? – zapytała
wlepiając w nią swoje wyłupiaste oczka.
- Profesor Snape nie czuje się w obowiązku tłumaczyć się
przede mną.
- Rozumiem. – powiedziała marszcząc czoło. – Proszę nie stać
tu zbyt długo. – powiedziała odchodząc w stronę zamku.
Widok zachodzącego słońca już jej tak nie cieszył. Na
wspomnienie Snape’a poczuła dziwną pustkę. Nie poprawiał jej nastroju widok
wyrazu jego twarzy, gdy mówił: „Potrafię rozpoznać kiedy ktoś mnie okłamuje.” I
ten chłód w jego oczach… zabolało jak celnie wymierzony policzek. No, ale
przecież nie mogła mu o tym powiedzieć. Miała już sporo wizji, które nigdy się
nie sprawdziły. Ta mogła być kolejną.
Spojrzała w stronę zamku, był ogromny i przytłaczający. Dziś
wyjątkowo czuła się tu samotna. Tak… zdecydowanie tęskniła za Syriuszem.
********************************
"Jest prawie tak miły jak twoja mama…" - zapożyczyłam od Harrego, który użył tego samego zdania w liście do Syriusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz